Ślub po góralsku

Nazwa zbójnickiego kotleta nie wzięła się z znikąd, tak jak ryba po grecku ( wymyślili ją Polacy). Można go skojarzyć ze zbójami, ale zdecydowanie lepiej jego nazwę obrazują stoły pełne góralskiego żarła. Myślę, że nie trudno stać się ofiarą przejedzenia w góralskiej knajpie, a co dopiero…na góralskim weselu.

img_5067-2

I właśnie o odmienności nie tylko w kuchni, ale przede wszystkim w kulturze i tradycjach weselnych podhalańczyków jest dzisiejszy post.

Dlaczego zatem góralskie wesele jest wyjątkowe?  Dla tych którzy lubią syto zjeść, na zachętę powiem, zamiast zbójnickiego kotleta był zbójnicki catering.

img_4937

Co kraj to obyczaj mówią, ale myślę, że różnorodność nawet jeśli mowa o jednej i tej samej tradycji odnosi się do każdego domu. Tak jak nie ma u mnie w Wigilię dwunastu potraw, tak na góralskim weselu nie znajdziecie na głowie Panny Młodej welonu. Zamiast  niego, pod włosami mężatki, widnieje długa wstążka, którą odcina się w trakcie trwania „cepin” [oczepiny, obrzęd weselny – przyp.]

img_5039

Z racji, że w Tatrach obowiązuje inna kolejność i czasowość obrządków weselnych, przyznam, że można się pogubić. Gości najpierw witają Państwo Młodzi, zapraszając do stołu. Dudki [pieniądze – przyp. ] okazują się mniej ważne, od głodnego biesiadnika spragnionego gorącego rosołu. Nie ma tutaj tradycyjnego dla wielu innych województw składania życzeń zaraz po dotarciu na salę.Pojawia się więc pytanie co z podarunkami?

img_5214-2

Około godziny dwudziestej pierwszej rozpoczynają się oficjalnie „cepiny”. Podczas tego obrzędu zdarza się, że można nie usłyszeć własnych myśli. Orkiestra gra tak długo i dynamicznie, że na powierzchniach niektórych instrumentów pojawiają się białe ślady z przetarcia smyczka, a góralskie przyśpiewki wydają się trwać bez końca. No, ale gdzie w tym wszystkim miejsce na prezenty? Na to pytanie odpowiadają dwie dojrzałe kobiet na które kieruje wzrok, to matki chrzestne Państwa Młodych „chowające koperty pod spódnicę”. Nie jest to dosłowne zachowanie, aczkolwiek nawiązuje do starych czasów.  Kobiety siedząc na krzesłach trzymają materiałowy worek do którego goście wkładają podarunki.Towarzyszą im druhny trzymające tace z oscypkami, chlebem ze smalcem czy smażoną kiełbaską.

img_5179

Podobnie ma się sprawa z weselnym tortem, wcale nie trzeba czekać aż wybije północ, kosztowany jest kilka godzin po dotarciu młodych na salę.

img_5017

Kto z was zna historię wujka Zenka, który napił się wódki z innego kieliszka i ponoć  bardzo szybko się pochorował? W mojej rodzinie nikogo nie dziwi widok maszerujących gości do innych stolików z kieliszkiem w kieszonce lub ręku. Każdy pilnuje swojego szkła jak portfela. Dla górala to nieakceptowalne zachowanie. Bo po co pić z kilku kieliszków, jak można z jednego?

img_5268-2

I tak w dalszej części cepowin, gdzie składa się życzenia Pannie Młodej (Tylko Pannie Młodej. To właśnie kobieta trzyma pieniądze w góralskiej rodzinie), przypuszczalnie dwieście osób opróżnia ten sam kieliszek. Dlaczego mowa aż o tylu osobach? Bo góralskie wesela słyną z niesamowitej gościnności. Biesiady które odbywają się w remizach strażackich nie ogranicza nic, jedynie catering, gdzie może zabraknąć wydawanych obiadów, ale to jak się okazuje też nie problem. Na góralskich zaproszeniach (nie wszystkich) nie jest wymagane  potwierdzenie przybycia, dlatego nigdy nie wiadomo ile ostatecznie osób się pojawi. Czy kuzynka siostry mojego dziadka też dotrze, kto to wie?

img_5141-2

Dziś prawdziwych górali już nie ma?

Górale bardzo lubią rozmawiać o pieniądzach. To temat idealny dla wielu dowcipów o wczasowiczach. Turysta płaci, a gazda zmyśla nazwy szczytów. Dudki, dudeczki [pieniądze – przyp.], taka czułość do mamony. Rozwiewam również swoje wątpliwości odnośnie chodzenia górali i góralek po Tatrach. – Jedni chodzą, drudzy nie – odpowiada zakopiańczyk w średnim wieku i po chwili dodaje z uśmiechem:

– Moja żona to Giewont z obrazka widziała.

img_4948

Dowiaduje się sporo o góralskich strojach. Nie wszyscy Podhalańczycy mają ochotę  zakładać podczas uroczystości kierpce i gryzące portki. Kiedy rozmawiam z ponad sześćdziesięcioletnią kobietą wskazując na jej prostą, granatową sukienkę, macha ręką i dodaje: – A, bo to za gorące.

Sama jestem pełna podziwu dla mężczyzn tańczących w obcisłych portkach, którzy jeszcze pod spodem mają wełniane kalesony. Ale to już nie te same góralskie spodnie co dziesięć, a nawet dwadzieścia lat temu tłumaczy kobieta. Dziś odświętny, góralski strój szyją ludzie za konsolą maszyn.

img_5014

Jest jednak coś ponadczasowego. Coś co bez wątpienia nie uległo zmianie. Radość i wzruszenie, że kolejna baba, kolejny chłop  na klęcznikach ślubują Bogu miłość.  No i zapomniałabym. Siła do kilkudniowych biesiad i twarda głowa do picia wódki.

–O Pani, nasi to mogą, dużo mogą.

Podźmy juz, podźmy już, do domu nocować,
S połednia przydziemy jesce potańcować.
Górolowi cas leci wesoło,
Wyńdzie se do wiyrchu,
Widzi świat w około.
Góry nase góry, hole nase hole,
Ftos wos będzie kochoł, jak nie my górole.
Ej, Giewoncie, Giewoncie, dołbyk cie łozłocić,
Ej, kieby mi się fciały młode roki wrócić.

 

 

Reklamy

Królowa Puszczy

Recenzja książki „Simona. Opowieść o niezwykłym życiu Simony Kossak.

Dobrze jest czytać tę książkę w otoczeniu przyrody. I kiedy w pewnym momencie robi się na duszy miło, warto zamknąć ją i wczuć się w otoczenie.


Dziś recenzja lektury godnej polecenia. Historia bardzo bliska mojemu sercu, życia po swojemu, zgodnie z własnym odczuciami i pragnieniami, niespiesznie i z pasją.

simona-opowiesc-o-niezwyczajnym-zyciu-simony-kossak-b-iext39533909


Pisząc, słyszę świergot ptaków, szczekanie psa i ciężko mi sobie wyobrazić jaki dźwięk wychodzi gdy połączy się „zwierzęcą mowę” gęsi, kur, saren, dzika, kruka, psa, sowy i Bóg wie czego jeszcze. Tego chyba nie sposób zrozumieć jeśli nie było się na Dziedzince, leśniczówce pośród Puszczy Białowieskiej, w której ponad trzydzieści lat mieszkała Simona Kossak. Zoopsycholog, leśnik, ekolog, biolog, prawnuczka, wnuczka i córka słynnych malarzy Kossaków, a przede wszystkim królowa Puszczy.

Simona-Kossak.jpg Foto: Lech Wilczek/Wydawnictwo Literackie

Czytaj dalej…

Co u Ciebie Meg?

Niektórzy pewnie do dziś nie dowierzają, że nie biegam już z kamerą i nie robię „najlepszych materiałów w mieście”.

NBA_1612

Miesiąc temu pożegnałam się z mediami i z ogromną uczciwością wobec siebie przyznaje, że była to jedna z najwłaściwszych decyzji w moim życiu. Odejść, a zarazem nie palić za sobą mostów i nie zapuszczać korzeni. Moje obecne życie zdecydowanie różni się od jarocińskiej rzeczywistości. Przeprowadzka do Poznania sprawiła, że przyszło mi walczyć z wieloma słabościami i nawykami przez co funkcjonuję w zdrowszym trybie życia. Owsianka króluje w moim śniadaniowym menu, a wieczorami wypracowuje formę biegając. Mobilizuje mnie wiele. Znajomi biorący udział w maratonach i  półmaratonach oraz codzienne towarzystwo wspinaczy. Choć w kościach czasem boli, wierzę, że nie ma rzeczy niemożliwych ani w sporcie ani w podróży, a przede wszystkim w życiu.

Młodszy o kilka lat kolega tachając wczoraj dwie ogromne sakwy z linami i kaskami z KW Poznań (Klub Wysokogórski) powiedział  coś, co na długo zapadnie w mojej w pamięci.

Może i nie dożyję trzydziestki, ale chcę być zapamiętany. Chcę zrobić coś dla siebie, dla świata testując swoje granice wytrzymałości. Wierzę, że mu się uda. Bo tylko wychodząc z bezpiecznej strefy komfortu można poczuć czym tak naprawdę jest życie.

Myślę, że zdecydowanie warto pracować by być kimś, kim się jeszcze nigdy w życiu nie było, a bardzo chciałoby się być.

M.

DCIM100GOPROGOPR0756.

Walim, miejscowość monitorowana

IMG_3114

Walim to miejscowość położona w województwie dolnośląskim. Jak mówią niektóre źródła za duża na wieś za mała na miasto. Jednak w sam raz by uznać Walim za najbardziej tajemniczy obszar w Polsce.

Czytaj dalej…

„Nie będę więcej marudzić”

12604797_1034055599988899_7019126724166909231_o

Śnieg zawsze działał na mnie jak napięcie elektryczne. Wywoływał szereg emocji, niewytłumaczalnych zachowań. Do dziś pamiętam powroty z pracy gdy jeszcze mieszkałam na poznańskich Jeżycach. W rejonie ulicy Słowackiego obok starych willi miejskich, jak spuszczony pies z łańcucha, rzucałam się na chodnik robiąc anioły na śniegu. Rysowałam serca na zaśnieżonych szybach samochodowych słuchając przy tym Franka Sinatrę. Naprawdę dziwie się, że wtedy nikt mnie stamtąd nie przegnał. W końcu to osiedle dawnej elity poznańskiej inteligencji.

Czytaj dalej…

Lustro

IMG_0568

Każdego z nas w jakimś momencie swojego życia ogarnia paniczny lęk. Boimy się wejść w nowe, a raczej porzucić stare. To COŚ (określonego lub nie) czego tak kurczowo trzymamy się w naszych hermetycznie zamkniętych środowiskach, jest mniej cenne i mniej warte niżeli zakłada nasz rozum. Bo w sumie to on robi ze zmian największy problem. A spróbować wręcz trzeba.

Czytaj dalej…